Domi w Wawie

piątek, 30 maj 2008

Zauważyłem taką prawidłowość: na samym początku naszej “mission” przyszło takie zachłyśnięcie kulturowe i czas biegł szybko tak przez jakieś 2-3 tygodnie, potem do świąt to się tak ciągnęło i ciągnęło, potem do przyjazdu Eweliny ciągnęło się ale już trochę mniej, a potem nagle przyjechał Maniek, zaraz potem pojechaliśmy do Kalifornii i nagle Dominika już wyjeżdza… W tym momencie już jest pewnie na Atlantykiem, za jakieś 6 godzin w Zurichu, a za 11 w Wawie. Tak więc ostatni miesiąc będę doświadczał emigracji w samotności.

W nowym apartamencie, w podobonej lokalizacji - z czwórkę amerykańskich ‘young professionals’ 0 których tak naprawdę nic nie wiem :) Ale bardziej spokojni i pozbawieni asertywności niż Maciek i z większą psychozą czystości niż Klaudia, to zapewne nie będą… W niedzielę jadę do Princeton na commencement (uroczystość z okazji ukończenia studiów) Maćka K, później jeszcze do New Haven i na dwa dni do NYC. No i zrobi się 8/06, a potem zrobi się 29/06 i nasza(moja) przygoda się kończy…

Komentarze

  1. Ewcia:

    a ja już się Waszego “kompletu” nie mogę doczekać !!! ;)

  2. manfred.maniutek:

    Jakby co to Domi juz wyladowala, jakas godzinke temu.

  3. dominik:

    Dobrze wiedzieć :)

  4. Jurek:

    Szybko ten czas zlecial, do zobaczenia w Wawie.Pozdrawiam!

Skomentuj