Archiwum z miesiąca: kwiecień, 2008

Kolejne newsy

poniedziałek, 28 kwiecień 2008

W czwartek byłem z Lenem (śmieszny gość, amerykanin pochodzenia chilijskiego, kumel z rotary) na meczu Wizards - Cavaliers. Przed meczem poszliśmy do hooters - bardzo sympatyczne miejsce z równie sympatycznymi kelnerkami - gdzie Len ogarnął 20 kawałków buffalo wings… Mecz odbywał sie pod hasłem white-out, co oznaczało że wszyscy mieli być ubrani na biało :). No w większości byli, ale na wszelki wypadek każda osoba dostawała biały t-shirt wizards i biały ręcznik do machania. Verizon Center szczelnie wypełnione, ponad 20.000 osób - w Europie to chyba nawet nie ma takiej hali. Wizards po dwóch meczach przegranych grali naprawdę świetnie, a Cavaliers wręcz przeciwnie, notując najwyższą porażkę w historii grania w playoffs. Oprawa meczu robiła wrażenie (wstawimy filmiki), no i kibice też dobrze dawali. Akurat siedzieliśmy w rejonie aktywnego kibicowania wspomaganego sporą ilością piwa, na tyle sporą, że w 4 kwarcie dał się zauważyć efekt zmęczenia materii :) Kibicowanie w USA polega przede wszystkim na: buczeniu przy każdym kontakcie LeBrona z piłką (aż do oddania innemu zawodnikowi), buczeniu w trakcie rzucania osobistych przez przeciwnika, krzyczeniu “defence” (żadnych bardziej skomplikowanych haseł, no może poza spontanicznym “Cleveland sucks”) i entuzjastycznym wydawaniu dźwięków zadowolenia po każdym trafionym koszu. Nasza grupa wesołków uzupełniała to o komentarze o różnym stopniu nasilenia wulgarności i żartów (np. do zawodnika Cavs’ - Westa: “West, go west…, or better midwest” albo “Szczerbiak, they’ve fuc… you in your fuc… white ass”). Ale w ogóle to niesamowite doświadczenie. Szkoda tylko, że Wizards najprawdopodobniej zakończą swój występ w playoffs w pierwszej rundzie.

A z innych nowinek: Gortat wystąpił w playoffs! był na boisku może z dwie minuty i zdążył zaliczyć stratę, poza tym jak zwykle był bardzo zaangażowany emocjonalnie w grę całego zespołu :). Wszystkie mecze jak na razie przebiegają dość standardowo, z wyjątkiem 76-ers, które na razie remisuje z Detroit 2:2 . No i jeszcze Phoenix wreszcie wygrało z San Antonio… Choć niestety bardziej wygląda to na odroczenie egzekucji.

A z nowości. Jutro wyjeżdza Phillip, tak więc liczba dobrych znajomych zbliża się do wartości zerowej (jeszcze został Yves). Na zakończenie była impreza - z polskimi akcentami rzecz jasna :). W Polsce majówka - a my już za tydzień ruszamy do Califronii.

Siatkówka w DC

środa, 23 kwiecień 2008

Aktywnie uczestniczyliśmy w turnieju siatkówki. W sumie to śmiesznie, bo tutaj większość ludzi nie do końca jak się gra w siatkówkę o znajomości zasad w ogóle już nie mówiąc. No ale przy ich ogólnym poziomie sprawności i skoczności, to większego problemy nie stanowi. W “sezonie zasadniczym” drużyna Dominki, w której na poziomie grała Dominka i jeszcze jedna zawodniczka, wygrała wszystko. W jednym meczu poziom szczęścia był niesamowity - wygrali z teamem który naprawdę grał fajnie i naprawdę miał pecha. Moja drużyna (w sumie trzy osoby potrafiące nieźle grać, ale niestety najwyższa 170 cm…) z kolei w “sezonie zasadniczym” przegrała wszystko, w większości meczów nawet grając przyzwoicie. Na szczęście przyszła mobilizacja i w “barażu” wywalczyliśmy awans do play-offs. A tam czekała na nas drużyna Dominiki… tylko że bez Dominiki (grypa żołądkowa - ale już jest wszystko ok). Mój team zagrał najlepszy mecz całego turnieju i awansował do Final-Four. Skończyło się na miejscach 3-4… dzisiaj walczyliśmy jak lwy i graliśmy naprawdę bardzo dobrze, ale przeciwnik nas trochę rozstrzelał - sześciu chłopaków z teamu który wygrał turniej w kosza…. każdy od 185 cm do 195 cm i do tego winda w nogach. Co z tego że w siatkę dobrze grało tylko dwóch. No ale walczyliśmy i trochę im stracha napędziliśmy (22:25 i 20:25).

Nowości z NBA: 1. runda w zasadzie się skończyła. W 94% drużyna która prowadziła 2:0 awansowała do 2. rundy. Tak więc Washington, Houston, Phoenix, Dallas, Toronto prawie odpadły. Denver i Atlanta chyba też nie mają za dużych szans. Ciekawie się zapowiadają mecze Detroit z Philadelphią. Co do finału marzeń, to zastanawiam się tylko czy na Zachodzie nie wygrają Hornets. Bo grają bardzo bardzo fajnie, a Chris Paul jest nowym królem rozgrywania. A w czwartek idę zobaczyć LeBrona w akcji :)     

Na manifestacji…

niedziela, 20 kwiecień 2008

Niestety nie wzieliśmy dzisiaj aparatu. No ale też nie wskazywało, że w trakcie naszego spaceru na National Mall przez serce D.C. napotkamy manifestację nazistów. Unikalna kombniacja członków Narodowej Partii Socjalistycznej i (ponoć) Ku Klux Klanu w liczbie 50 szt., flagi ze swastykami, czarne koszule, wygolone głowy (+ jeden ekscentryczny przedstawiciel ruchu narodowego z dredami) w asyście policyjnej, przy proporcji niej więcej 5 policjantów na jednego demonstrującego. Na koniach, na motorach, w samochodach, niektórzy z buta… Wzdłuż manifestacji około setki różnych raczej młodych przedstawicieli środowisk antyfaszystkowskich (niesamowity mix: od młodzieńców 12-13 letnich, poprzez dzieweczki w bawełnianych sukienkach śpiewających o miłości, skaterów, artystów, alterglobalistów, na prawdziwych weterenach ruchu pacyfistycznego z lat 70tych kończąc) wznoszących oryginalne okrzyki typu “death for nazis” albo “fuc… fascicsts”. Na całej demontracji najwięcej było jednak ani nie nazistów, ani antynazistów, ani nawet policjantów, lecz turystów i zwykłych przechodniów, którzy zaciekawieni zbierającym się tłumem policji kompletnie nie wiedzieli co się będzie działo (w tłumie pojawiały się różne pomysły: od przejazdu George’a W. Busha, poprzez przejazd Benedykta którego już nie w D.C, paradę czegoś tam). Ale w ogóle było fajnie, porzucaliśmy sobie frisby, na Mallu atmosfera piknikowa, później godzinka na gymie, do domciu, znajomi zaraz wpadną…

Z nowinek: Marcin Gortat stał się pierwszym polskim koszykarze, który zanotował double-double (12 pkt./10 zb.). Sezon zasadniczy się skończył, teraz playoffs. Obstawiamy finał jak za dobry bardzo starych czasów Lakers vs. Celtics.   

Przerywamy milczenie

sobota, 19 kwiecień 2008

Powoli robi się nudno… I za bardzo nie ma o czym pisać. Cyryla i Steffi już nie ma (we miss you guys, hope that you’re checking at least the gallery :), do Yvesa przyjechała mama dziennikarka (potwierdzamy: MacAir jest naprawdę gadżeciarski), Phillip myślał że ma deadline na złożenie pracy w sierpniu, ale okazało się że jego promotor jest aluzakiem i musi złożyć wszystko w czerwcu, a że jeszcze trochę zostało, to zamyka bibliotekę o 2.30…, Sylvia dostała staż w WHO (Genewa) więc też wyjechała. W między czasie odbyło się kilka imprez, w większości nic specjalnego. Z ciekawszych rzeczy nasi znajomi Margaret i Varvn zaprosili na pokaz gejszy. Naprawdę fajne i do tego bardzo unikalne. Nawet w Japonii, jeżeli się nie zna opodwiednich ludzi i (a nie lub) nie dysponuje grubym portfelem, to dostanie się na taki pokaz jest w zasadze niemożłiwe. Mieliśmy też Cherry Blossom Festival, czyli w największym skrócie festiwal kultury japońskiej, który się co roku odbywa na jednej z główniejszych ulic Waszyngtonu. W ogóle kwiat wiśni jest w tym mieście szczególnie ważny - w latach 20tych cesarz japoński przekazał rządowi amerykańskiemu kilkaset drzewek, które zostały posadzone w centrum miasta. Największe ich skupisko znajduje się koło Jefferson Memorial wokół jeziora Tidal Basin
(http://maps.google.com/maps?f=q&hl=pl&geocode=&q=dc&jsv=107&ie=UTF8&ll=38.889229,-77.030468&spn=0.030264,0.079994&z=14&iwloc=addr
Podlinkowa mapa przedstawia centrum DC, ale niestety nie rozgryźliśmy w jaki sposób wstawiać na niej zaznaczenia. No i są tu najważniejsze punkty każdej wycieczki: White House, The Ellipse (obelisk), West Potomac Park (Lincoln’s Memorial i znane z Forresta Gumpa Reflection Lake), National Mall (taki parko-deptak wokół którego są naprawdę fajne i darmowe muzea) no i Capitol. Law Center, które jest oddzielone od głównego kampusu Georgetown, można znaleźć pośrodku między Capitolem, dworcem (po zbliżeniu wyjdzie że to Union Station), a znaczkiem drogi 395, między 1st NW a New Jersey Ave, trochę na lewo mamy stację metra Chinatown - Gallery Place, obok jest Verizon Center, czyli hala sportowa gdzie między innymi grają Wizards.
Nowości filmowe… dużo przeciętnych filmów, które oczywiście można obejrzeć i równie szybko zapomnieć (The Others Boylen’s Girl - dla miłośników filmów kostiumowych, 88 - fajny scenariusz i Al Pacino, ale nic więcej, Vintage Point - jak zabić prezydenta USA z różnych perspektyw - dementujemy, Sigourney Weaver gra rolę trzecio- a nie pierwszoplanową, Złoto dla głupców - lekko łatwo i przyjemnie; pozostała część repertuaru… odsyłamy do postu “Nadeszła mgła”)