Hej, hej, tu NBA
czwartek, 17 styczeń 2008W ostatnią sobotę byliśmy na meczu NBA, Washington Wizard vs. Boston Celtics. Wszystko to jest naprawdę nieźle wymyślone. Hala Verizon Center (Wizards, Capitals, Mystics, Georgetown i masa innych eventów) znajduje się w samym centrum DC, dosłownie przy stacji metra. Zaraz za wejściem jest sklep z klubowymi gadżetami (tradycyjnie można kupić w zasadzie wszystko, włącznie z meczówkami dla niemowlaków), a dalej szeroki wybór junkfoodów. My się skusiliśmy na Nachos Grande, których niezwykłość została uwieczniona na zdjęciu :).
Sama sala jest ogromna - 20.000 miejsc i do prawie pionowa. Nasze miejsca były dość wysoko - no ale to niestety wynika z prostego faktu, że te niżej są naprawdę drogie ($400 - $1000), a za nasze zapłaciliśmy łącznie $125… Ale w sumie wszystko widać, a w razie czego jest jeszcze telebim. Oprawa meczu jest w porządku (muzyczka, łapanie kamerą, cheerleaders, rozdawanie koszulek), choć jakby tam przyjechał nasz “sektor tańcząco-śpiewający”, to lokalni niewiedzieliby o co chodzi :). No i oczywiście wszyscy skandują ‘defence, defence’. No i może jeszcze buczenie w czasie rzutów osobistych Celtów - na telebimie pojawia się duży napis ‘BUUU’ i to naprawdę działa
Sam mecz nie był jakiś rewelacyjny, bo obydwie drużyny grają raczej mocno w obronie, a Wizards do tego bez swojego najlepszego zawodnika. Wynik był jednak dość sensacyjny - Celtics przegrało, choć w połowie 4. kwarty prowadziło 10 pkt… Kevin Garnett zagrał tak jak zwykle: 24 pkt. 10 zbiórek, ale w sumie nie pokazał czegoś niesamowitego. Generalnie jest to jednak niesamowite przeżycie. Bez dwóch zdań.
Tak w ogóle, to któraś z naszych telewizji zaczęłaby wreszcie transmitować mecze… My oglądamy zwykle dwa razy w tygodniu na TNT i ESPN. Najczęściej można obejrzeć mecze Phoenix, Dallas, Los Angeles Lakers, San Antonio, Houston, Chicago i Detroit. Najfajnieszy basket gra chyba Phoenix, a rozgrywanie w wykonaniu Steve’a Nasha jest po prostu niesamowite. Fajnie grają też Portland. Ale mistrzem pewnie znowu zostanie San Antonio :) No i pojawia się smutna refleksja - jak mieliśmy po 13-15 lat to goście tacy jak Shaq, Mourning czy Hill zaczynali grać. A dzisiaj mówi się o nich dziadki, staruszkowie… nawet Garnett czy Kidd powoli stają się weterenami.
17 stycznia 2008 21:59
Kurrcze az mi sie przypomnial Wlodek Szaranowicz z tym swoim zawolaniem:) Ehh….to byly czasy:)
18 stycznia 2008 07:05
I te jego niepowtarzalne komentarze…
20 stycznia 2008 15:45
Czy ja mam wrażenie, czy te czirkiredki to takie trochę przechodzone?
20 stycznia 2008 16:50
Troszeczkę
27 stycznia 2008 08:32
no to jak oni odchodza na emeryture, to teraz nareszcie robi się miejsce dla nas ,młodych wilczków!
28 stycznia 2008 10:10
…prawie jak Polonia na Torwarze. Prawie….
29 stycznia 2008 05:18
prawie robi różnicę…